18 km

Weekend był owocnie przepracowany. Udało mi się także wsiąść na rower  ale od początku. W sobotę postanowiłem zmienić trasę  i zamiast swojej standardowej koło domu zdecydowałem się pobiec do Siedlęcina przez Perłę Zachodu. Pogoda była łada więc cieszyłem się, że będzie inaczej niż zwykle. Niestety na miejscu tj. pod domem rodziców okazało się, że to dystans jedynie 7 km 😉 Załamany wypiłem kawkę i postanowiłem wrócić rowerem. Rower przygotowali mi rodzice (dzięki Kochani). Tak więc wsiadłem i wróciłem też przez Perłę Zachodu ale na rowerku i zrobiłem 10 km,

Po powrocie do domu biłem się z myślami czy aby jeszcze raz nie wyjść na ścieżkę i nie pobiec koło 10 km. Ostatecznie zadzwonił szwagier i po rozmowie z nim zdecydowałem, ze na dziś wystarczy a w niedzielę zrobię dłuższe wybieganie.

W niedziele niestety zaczęły się schody… Rano miałem awarie w pracy i musiałem do południa trochę posiedzieć nad problemami. Jak mi się w końcu udało pozbierać to wyskoczyliśmy kościółka a potem wiadomo obiadek i trzeba było pauzować aby nie biec z pełnym brzuchem 🙂

W końcu koło godziny 17 udało mi się zebrać na bieganie i wyruszyłem na trasę. Biegło mi się komfortowo i czułem moc 🙂 Myślałem, że dystans półmaratonu pyknę z łatwością. Ale żeby się nie podpalać za bardzo cały czas powtarzałem sobie, że jeszcze tylko jeden kilometr i wracam 😉

Dobiegłem do świateł przy nowym cmentarzu na Sudeckiej i postanowiłem zrobić psikusa mobilkom 😉 Na liczniku miałem ponad 9 km i zastanawiałem się nad powrotem. Ścieżka w wzdłuż Sudeckiej jest niestety nie oświetlona i nie chciałem dalej biec w stronę Mysłakowic. Było już dość ciemno więc sytuacja nie była komfortowa. Należało więc wracać. Postanowiłem, że dobiegnę do świateł nacisnę przycisk, że chce przejść na drugą stronę i wracam. Tak też zrobiłem i zatrzymałem kolumnę aut w obie strony. Chyba trochę poleciało pozdrowień w moja stronę 😉 ale co tam … mobilki nie zatrzymują się przede mną jak dobiegam do przejść dla pieszych więc to była taka moja mała zemsta 😉 Choć obiecuje, że nie będę się już tak głupio bawił 😉

Reasumując wróciłem i pod domem miałem 18 km. Biłem się z myślami czy zrobić gdzieś jeszcze parę km po osiedlu aby dobić do 21 km z małym hakiem tak aby był dystans połmaratonu. Ostatecznie zadzwoniła zaniepokojona żona i stwierdziłem, ze na dziś wystarczy 😉 Nie poinformowałem jej, ze mogę dłużej biegać i skończyło się jak się skończyło. Jeśli nie będzie niespodzianek w tygodniu to na przyszły tydzień zamierzam zaatakować dystans połmaratonu.

Link do ostatniej sesji tutaj…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *